|
Oszlifowana
Mariusz Herma Ania Dąbrowska skarży się, że nie potrafi podejmować decyzji, ale jej trzeci album świadczy o wielkiej konsekwencji
+++++ Ania Dąbrowska „W spodniach czy w sukience”, Sony BMG, 35,50 zł
Niewielu artystów potrafi przyznać się wprost do swoich słabości. Ania samokrytykę złożyła w tytule płyty, ale materiał zawarty na „W spodniach czy w sukience” świadczy raczej o rzadkiej na polskiej scenie samoświadomości i samodzielności. Ania pisze słowa i muzykę, co wciąż jest rzadkością wśród rodzimych wokalistek, współprodukuje też własne płyty, ale w obawie przed autocytatami poddała swoje teksty kontroli dwóch przyjaciółek. Po sesji nagraniowej w studyjnym koszu pozostawiła zaś stos pomiętych kartek z dwoma tuzinami gotowych piosenek. Na co przydała się ta kontrola jakości? Wbrew temu, co sugeruje teledysk do singlowego „Nigdy więcej nie tańcz ze mną”, na albumie niewiele jest muzyki stylizowanej na retro. Zapowiadając zmiany i gatunkową różnorodność, Dąbrowska nie kłamała. Jej obietnica spełnia się w połowie albumu, kiedy zwarte popowe piosenki ustępują miejsca swobodnym wycieczkom w kierunku jazzu oraz muzyki filmowej. I nie chodzi tu tylko o partie Leszka Możdżera. Napisany przez Daniela Blooma pogodny walczyk „Bardzo lubię opowiadania o miłości” nie pozostawia wątpliwości, że w dziedzinie rozbudowanych wokaliz jej imienniczce Annie Marii Jopek wyrosła poważna konkurentka. Debiut Ani miał swój urok, ale zbyt często ocierał się o monotonię i schematyczność. Z drugą płytą jej styl jednocześnie dojrzał i nabrał lekkości, co docenili słuchacze, nagradzając ją platyną. Ale dopiero na „W spodniach czy w sukience” diament oszlifował się do końca. Sam. wpisz swój komentarzskala ocen "Przekroju"
|
|