|
„500 dni miłości” - Kocha? Nie kocha!
Karolina Pasternak „500 dni miłości” to lek na znacznie poważniejszą niż grypa epidemię – zarazę wyidealizowanych filmowych związków W czołówce „500 dni miłości” nie bez kozery słyszymy „Us”, w którego refrenie Regina Spektor powtarza wielokrotnie „to zaraźliwe”. Co takiego? Wizja idealnego związku, którą roznosi kino. Cukierkowe historie zaszczepiają w nas wizję relacji, która z rzeczywistością niewiele ma wspólnego. Z kolei z takimi filmami niewiele wspólnego ma debiut Marca Webba. Reżyser z uporem maniaka tłumaczy, że to nie klasyczne love story (historia miłosna), lecz story about love (historia o miłości). Z genialną precyzją konstruuje filmowy świat, tak by ani przez moment nie kojarzył się z wylansowaną rzeczywistością komedii romantycznych. Summer (Zooey Deschanel) nosi się ze staroświecka: spódnice za kolana, bluzki dopięte pod samą szyję; Tom (świetny Joseph GordonLevitt) to gość w tanim krawacie i pulowerku, żaden Gerald Butler. Mają przeciętne prace, zwykłe mieszkania. Inaczej niż nakazuje schemat miłosnego hitu, film o nich pomieścił zauroczenie i sielankę, ale i bolesny miłosny nokaut. Świadectwem gustu muzycznego twórców jest rewelacyjny soundtrack (oprócz Spektor słychać The Smiths czy The Clash), a kinofilstwa – nawiązania do filmów Ingmara Bergmana, „American Beauty” czy „Sida i Nancy”. Jeśli myślicie, że z tej oryginalnej mieszanki wyszło depresyjne kino negujące istnienie miłości, jesteście w głębokim błędzie. Wiary w uczucie nikt tu nie podważa, bo jak słusznie mówi Tom: „Miłość to nie Święty Mikołaj!”. Choć, jak Święty Mikołaj, często bywa po prostu... nieprawdziwa. Karolina Pasternak „Przekrój” 49/2009 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.01.07 01:46
niestety nie mogę się zgodzić z recenzją - jakkolwiek sama historia była ciekawa, to sposób jej przedstawienia nie pozwolił 'zaprzyjaźnić się' z bohaterami, a raczej męczył nieustannym... ~ ina
2009.12.12 19:19
Prawdziwe, zaskakujące, magiczne kino. Fantastycznie zrealizowane, z pomysłem. Troszkę przypomina mi układanie puzzli, które niegdyś tak lubiłam. Emocjonujące, zabawne obrazy przednio... 2009.12.10 11:51
Polecam wszystkim, odczarowywanie rzeczywistości bez przeginania w drugą stronę. eLLo
skala ocen "Przekroju"
|
|