|
„Rewers” - wszystko o naszych matkach
Bartosz Żurawiecki („Film“) „Rewers” to niezwykły film, który o czasach stalinowskich opowiada po... almodóvarowsku Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam zawsze wrażenie, że się pomyliłem” – głosi jeden z bon motów Oscara Wilde’a. Prawdę mówiąc, gdy na debiut Borysa Lankosza spadł w Gdyni grad pochwał oraz deszcz nagród (ze Złotymi Lwami włącznie), i ja zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie przeceniłem „Rewersu”. Jednak nieskromnie muszę przyznać, że się nie pomyliłem. A te zbiorowe zachwyty nad filmem wynikają z tego, że całe dziesięciolecia nie mieliśmy w polskim kinie dzieła, którego i Oscar Wilde by się nie powstydził. Tak błyskotliwego, inteligentnego, dowcipnego, zrealizowanego z „feelingiem” i oferującego... kilka następnych aforyzmów do zapamiętania (na przykład: „Lepiej żyć samemu niż w złym towarzystwie”). Trafiony w dziesiątkę jest już sam pomysł wyjściowy świetnego scenariusza autorstwa pisarza Andrzeja Barta – pokazać czasy stalinowskie nie jak zazwyczaj, w tonacji martyrologicznej, lecz w konwencji czarnej komedii. I nie z punktu widzenia męczenników umierających w komunistycznych kazamatach, ale trzech silnych, rzekłbym „almodóvarowskich”, kobiet: babci (Anna Polony), matki (Krystyna Janda) i córki (Agata Buzek). Za oknem może i dzieją się straszne rzeczy, im jednak sen z powiek spędza głównie to, że najmłodsza z nich, Sabinka, wciąż nie znalazła odpowiedniego kandydata na męża. Dobry wydawał się księgowy, pan Józef (pyszny epizod Adama Woronowicza, który zrehabilitował się w moich oczach po „Popiełuszce”), tyle że przy bliższym poznaniu okazał się kretynem. Następny w kolejce jest Bronisław (Marcin Dorociński). Mężczyzna charyzmatyczny, przystojny, muskularny. I, niestety, skrywający pewien nieprzyjemny sekret. W babski świat pań Jankowskich wkracza nagle makabra. Śmiech zamiera widzowi na ustach, by po chwili pojawić się znowu, na widok czynów, o które byśmy tych dam nie podejrzewali. Zrealizowane w czerni i bieli (zdjęcia Marcina Koszałki), zrytmizowane jazzową muzyką Włodzimierza Pawlika sekwencje stalinowskie uzupełnia współczesna rama. Stanowi ona ironiczny komentarz na temat ślepego przywiązania Polaków do mitów, które zasłaniają nam rzeczywistość znacznie bardziej skomplikowaną i dużo straszniejszą. Mimo lekkiej formy film Lankosza ma iście wywrotową wymowę. Ukazuje bowiem rewers narodowych dziejów – ujawnia, że wbrew wersji oficjalnej nie jesteśmy dziećmi herosów, ale bękartami szemranych typów. Aż człowieka kusi, by pogrzebać w historii własnej rodziny... Bartosz Żurawiecki „Film” „Przekrój” 45/2009 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2009.11.15 12:37
Pomysl dobry. Scenariusz dobry. Rezyseria srednia. Aktorstwo slabe. zachwytow nad manieryczna Buzek nie podzielam. Dorocinski wygłasza kwestie bez zrozumienia. Film poprawny, ale skąd ta orgia... ondy
2009.11.13 13:49
To powiedzenie włoskie. Ciocia mi je kiedyś powtórzyła i łatwiej mi było wytrzymać przy podjętej decyzji. Co zresztą procentuje do dziś. Fela
skala ocen "Przekroju"
|
|