Strona główna > Kultura > Film > Odzyskane w tłumaczeniu
5.06.2009
Odzyskane w tłumaczeniu

Piotr Stanisławski

Wielcy dystrybutorzy filmowi straszą domorosłych tłumaczy więzieniem, tymczasem my z podziwem pochylamy sie nad efektami pracy tych, którzy po nocach zajmują się przekładaniem kolejnych odcinków „Doktora House'a” czy „Lost”. Mozolnie tłumaczą hasła w rodzaju „mitral valve stenosis” i nie zarabiają na tym ani grosza

W latach 90. przechodziliśmy etap intensywnego oglądania po kilkanaście razy w roku „Kevinów samych w domu” i „Szklanych pułapek”. Gdy nadrobiliśmy zaległości wobec Zachodu, przyszła pora na szaleństwo początku tego wieku – reality show. „Big brothery” oglądali wszyscy, głupi i mądrzy, bogaci i biedni.

Dziś jednak drogi widzów się rozchodzą – podczas gdy część skupiła się na oficjalnych tańcach z lodami i gwiazdami, ogromna grupa postawiła na telewizję bez telewizji, czyli amerykańskie seriale.

W Polsce pierwsze miejsce w rankingach oglądalności zajmuje „House”. Oczywiście oglądalności w Internecie, bo ta w telewizji ma się nijak do faktycznego zainteresowania serialem. Drugi program TVP zmaga się bowiem dopiero z połową czwartego sezonu serialu (nadawanego u nas pod tytułem „Doktor House”), podczas gdy w USA zakończył się właśnie sezon piąty. Takie opóźnienie najlepiej porównać do sytuacji, w której inwestor giełdowy dysponowałby wyłącznie gazetami sprzed półtora roku – już lepiej wcale do nich nie zaglądać. A przecież istotą współczesnego serialu jest takie manipulowanie widzem, by nerwowo przebierał nogami, oczekując kolejnego odcinka. Sposób skutkuje, bo w USA najlepsze produkcje ogląda po 20 milionów telewidzów.

Tymczasem poza Amerykanami nikt nie może oficjalnie śledzić na bieżąco losów bohaterów seriali. Naturalnie taki system nie mógł się długo utrzymać, więc w Stanach pojawiło się kilkanaście grup pirackich, które nagrywają każdy odcinek w wysokiej rozdzielczości i czym prędzej wrzucają go do Internetu. W ciągu kilku godzin od emisji każdy może ściągnąć nowego „House’a”, „Desperate Housewives”, „Heroes” czy „Lost” (pozostawiamy oryginalne tytuły nie z powodu snobizmu, ale dlatego, że wśród internetowych oglądaczy to one obowiązują). Oczywiście z oryginalną ścieżką dźwiękową.

Z ankiet przeprowadzonych w Polsce w marcu 2009 roku wynika, że 39 procent badanych ogląda seriale, pobierając je z Internetu. Znikomy odsetek radzi sobie z angielskim na tyle dobrze, by obyć się bez tłumaczenia, powstało więc ogromne zapotrzebowanie na przekłady. Dobre i szybkie przekłady.

A zrobić takie nie zawsze jest łatwo. Współczesne amerykańskie seriale są mocno osadzone w realnym świecie, więc i ich język odpowiada temu, jaki słyszy się na ulicach. To nie to, czego uczą w szkołach – pełno tu idiomów, na wpół slangowych odzywek, niewyraźnie wypowiadanych słów. Nie da się przez to przebrnąć z tak zwanym średnio zaawansowanym angielskim.

Druga kwestia to szybkość. Zawodowy tłumacz pracujący nad listą dialogową filmu ma do dyspozycji kilka tygodni. Tymczasem serial, choć trwa niewiele krócej, żyje innym rytmem – „House” ma premierę w poniedziałek wieczorem czasu amerykańskiego, a już we wtorek wczesnym popołudniem czasu polskiego fani zaczynają poszukiwać napisów. I często je znajdują.

Oczywiście wszystko zależy od tego, co trzeba przetłumaczyć. Seriale można podzielić na proste i trudne. Proste, jak „Desperate Housewives”, toczą się niespiesznie, czasem przez minutę czy dwie z ekranu nie pada ani jedno słowo.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.01.27 20:00

u nas pod tytułem Nie z tego świata

zgaga
2009.07.09 23:51

Gratuluję autorowi rozeznania. "Zostali najlepsi, którzy połączyli się w dwie grupy – Hatak zajmujący się serialami i Kinomanię robiącą głównie przekłady filmów". Śmiechu...

2009.12.17 14:48

Bez Was umarłbym z nudów.

...autorze artykułu. Ci ludzie nie potrzebują reklamy wierz mi, ale Ty artykuł masz zaliczony-wypłacony.

X-man

Tomasz Beksiński, proszę państwa. Nigdy nie ukończył filologii angielskiej, a mimo to przetłumaczył wszystkie ówcześnie dostępne filmy z Bondem, Monty Pythona, Milczenie Owiec i wiele...

2009.11.29 12:10

Oczywiście nie rozumiem wszystkiego w 100%, ale dzięki temu szlifuję angielski, a pojedyncze słowa czy wyrażenia których nie łapię nie wpływają na cały sens tego co oglądam (a brak...

madzia
2009.09.03 23:58

Naprawdę dzięki tym wszystkim ludziom, którzy w pocie czoła męczą się po tych kilka godzin by przetłumaczyć to dla reszty. Dziękuję Wam i życzę dalszej owocnej pracy. Obyście...

Kiedy ostatnio porównywałam tłumaczenie na Dwójce jednego z odcinków "House'a", zazgrzytałam z bólu zębami. Wersja nielegalna była o niebo ciekawsza, uszczypliwsza, obeznana językowo niż...

2009.09.03 20:30

Sama próbuje tłumaczyć filmy i wiem że nawet dla osoby która dobrze zna angielski jest to trudne zadanie. Po pierwsze nie które dialogi są bardzo szybkie i trudno zrozumieć niektóre...

2009.08.11 23:04

Fajnie, że Przekrój w zdrowy sposób zaczyna pisać o ściąganiu muzyki, filmów itp. z internetu, może powoli zacznie sie zmieniać się podejście do tego tematu, które w tej chwili jest...

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści