|
Wojna na Krymie
Kuba Dąbrowski Ekspedycja na zlecenie królowej, czyli grzech pierworodny reportażu wojennego
Zdjęcia w „Illustrated” są dalekie od rzeczywistości. Nie ma w nich kurzu, hałasu i krwi. Wojna wygląda na nich jak spotkanie klubu dżentelmenów – kapitan Cuninghame w liście do domu
Wojna krymska (1853–1856) nie cieszyła się w Anglii dużym społecznym poparciem, walki w dalekiej Rosji były dla opinii publicznej niezrozumiałą abstrakcją. Do sprawy dokładali się również korespondenci „The Times”, którzy w swoich relacjach opisywali szerzące się wśród oddziałów epidemie i upadające morale. Książę Albert znalazł sposób na zaradzenie sytuacji: brytyjski rząd wyśle na wojnę fotografa, który za pomocą nowego medium pokaże obywatelom, jak „naprawdę” wygląda frontowe życie, ryciny na podstawie zdjęć opublikuje „Illustrated London News”, a fotografie same w sobie zostaną wydane jako książka. Wybór padł na Rogera Fentona – uzdolnionego plastycznie syna parlamentarzysty. Fotograf przed wyjazdem na wojnę spędził kilka tygodni w Yorkshire, ćwicząc robienie zdjęć w warunkach podobnych do tych, jakie miały spotkać go na Krymie. Dzięki tej zaprawie pomimo zapadnięcia na cholerę zdołał na froncie naświetlić około 350 klatek*. Na jego zdjęciach widzimy głównie wyprostowanych, pewnych siebie generałów i biwakujących jak na wakacjach szeregowców. * Fenton korzystał z najszybszego z dostępnych w latach 50. XIX wieku procesu kolodionowego. Czas naświetlania wynosił od 3 do 20 sekund. Zdjęcie trzeba było błyskawicznie wywołać wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.06.24 17:27
"Ciała umarłych leżą wśród żywych... Brakuje lekarzy i pielęgniarek, niema nawet z czego robić bandaży ... Okopy wyglądają jak rowy, a w namiotach woda po kostki" W.H. Russel ówczesny... najnowszeZobacz koniecznie
|
|