|
Dwie drogi życia
Kuba Dąbrowski Pod płaszczykiem sztuki Oscar Gustave Rejlander wprowadza fotograficzną nagośćna salony wiktoriańskiej Anglii. A dokładniej do salonu królowej Wiktorii
Anglia, rok 1857. Oscar Gustave Rejlander prowadzi studio portretowe w Wolverhampton. Wykształcony we Włoszech malarz zaczynał w latach 40. od malowania kontrefektów przedstawicieli lokalnej elity i wykonywania miniaturowych kopii znanych obrazów, trzy lata wcześniej poszerzył swoją ofertę o portrety fotograficzne. Zafascynowała go przede wszystkim łatwość, z jaką nowe medium potrafi oddać detale skóry i drapowanie ubioru. W czasie wolnym od pracy Rejlander uprawia „twórczość własną”. Wynajmuje prostytutki i artystki z lokalnego cyrku Madame Wharton i przy ich pomocy tworzy proste erotyki.
Rejlander lubi robić zdjęcia, ale coraz częściej dochodzi do wniosku, że w porównaniu z dającym nieograniczone możliwości malarstwem fotografia jest sztuką dosyć prymitywną. Wydaje mu się, że w krótkim czasie udało mu się dotrzeć do granic możliwości medium. Postanawia podjąć próbę wzniesienia fotografii na nieznany jej dotąd artystyczny poziom – chce stworzyć zdjęcie tak artystyczne, żeby świat oniemiał. Rzecz ma nosić tytuł „Dwie drogi życia” i być alegorycznym fotomontażem nawiązującym do „Szkoły ateńskiej” Rafaela Santiego. Kompozycja ma przedstawiać dwóch młodzieńców, którym mędrzec prezentuje odwieczny życiowy wybór – pełną pracy i zasad drogę cnoty oraz rozpustną drogę grzechu. Jako że technika nie pozwala na fotografowanie dużych grup osób, każdą postać Rejlander musi sportretować oddzielnie. Powstają 32 robocze kadry. Przez sześć tygodni fotograf wycina maski i skleja negatywy, reprodukuje i od nowa skleja kompozycję. Efektem jest zestaw pięciu odbitek o niespotykanym rozmiarze 76 na 40 centymetrów. „Dwie drogi życia” mają swoją premierę na wystawie w Manchesterze i z miejsca budzą gigantyczne kontrowersje. Wiktoriańska publiczność przyzwyczajona jest do nagości w sztuce, ale przetworzonej przez artystę: namalowanej, wyrzeźbionej... Tymczasem nagość w fotografii wydaje się zbyt dosłowna. Publiczność nie patrzy na alegoryczne postaci, tylko na ciała wynajętych do pozowania prostytutek. Dochodzi do tego, że na wystawie w Edynburgu „grzeszna” połowa fotografii zostaje zasłonięta kurtynką. Niespodziewanie dla wszystkich dyskusję o moralności ucina sama królowa Wiktoria, która kupuje zdjęcie w prezencie dla swojego męża, księcia Alberta. Kuba Dąbrowski „Przekrój” 28/2010 Oscar Rejlander wykorzystywał bardzo nietypową metodę pomiaru światła – przed zrobieniem zdjęcia przynosił do studia fotograficznego swojego kota i obserwował reakcję źrenic zwierzaka. Rozszerzone oznaczały długi czas naświetlania, zwężone – krótki wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszeZobacz koniecznie
|
|