Strona główna > Cywilizacja > Taras z literatem w kąpielówkach
29.07.2010
Taras z literatem w kąpielówkach

Agata Jankowska

Jeśli nie wiesz o tym miejscu, to marne szanse, że tu trafisz. O raju nad rzeką Bojaną nie przeczytasz w przewodnikach, a prywatnych kwater na próżno szukać w Internecie. I dobrze, bo dzięki temu spotkasz tam ludzi, których jeszcze nie rozleniwiła rzesza turystów

Podróżujący wybrzeżem czarnogóry dotrą prędzej czy później (a z reguły najpóźniej, bo większość zaczyna zwiedzanie od granicy z Chorwacją) do ostatniego miasteczka przed Albanią – Ulcinj. Zachęceni rekomendacją przewodnika będą szukać miejscowości sprzed dwóch tysięcy lat, w której bałkańska tradycja łączy się z kulturą Orientu. W praktyce wpadną w wir tandety, w którym rozgrzany słońcem kebab ocieka gęstym białym tłuszczem, a na plażach, wśród śmieci, pokotem leżą mężczyźni o szerokich, przybranych złotym splotem karkach trzymający za pupy swe żółtowłose kobiety. Z Orientu pozostała arabska nuta zmyślnie wkomponowana w jednostajny, basowy bit muzyki techno. Tym akcentem podróżujący zakończy (lub rozpocznie – trudno orzec, co gorsze) swój wymarzony urlop. A szkoda, bo warto ruszyć dalej – po 15 kilometrach zacznie się sielanka.

Nadzy kapitaliści
Tuż przed Albanią do Adriatyku wpada graniczna rzeka Bojana. Dwa kilometry przed ujściem rozwidla się, a dwie odnogi tworzą trójkątną wyspę Ada Bojana, na której utworzono park narodowy (miejscowa legenda głosi, że w XIX wieku podczas sztormu na mieliźnie osiadł tu statek „Merito”; niesiony przez rzekę piach opadający na wrak stworzył nasyp, a z czasem powstała zeń wyspa).

Plaża między ramionami rzeki – szeroka, o drobniutkim piasku niemal czarnego koloru – ma blisko trzy kilometry długości. W dużej części jest dzika, dlatego wyspa to najsłynniejszy w Europie ośrodek naturystyczny. W latach 70., gdy na rzece nie było jeszcze postawionego w połowie lat 90. mostu, amatorzy nagich kąpieli słonecznych z państw kapitalistycznych przypływali tu na tratwie, zaś obywatele Jugosławii nie mieli tu wcale wstępu. Ośrodek dla nudystów funkcjonuje do dziś, choć pole namiotowe bynajmniej nie trzyma poziomu europejskiego – surowe wyposażenie kilku bungalowów należących do ośrodka, a przede wszystkim typ przyjeżdżających tu wczasowiczów, do złudzenia przypomina hipisowską komunę.

Golasy zajmują niewielką część wyspy i bardzo prawdopodobne, że jeśli nie szukasz nagości, nie natkniesz się na nią. Tak samo możliwe jest, że ulegając urokowi miejsca, zechcesz porzucić między krzewami i drzewami swe plażowe fatałaszki.

Kąpiel z żółwiem
Wzdłuż prawego ramienia rzeki, na długości ponad kilometra, stoją jeden obok drugiego rybackie domki. Drewniane, na palach, częściowo wchodzą w rzekę. Wystarczy dać krok z tarasu, by pływać w słodkiej wodzie. Jeśli masz szczęście, obok ciebie przepłyną żółw rzeczny i barwna ryba. Jeśli masz pecha, popływasz z wężem i wodnym szczurem. Niemal na każdym tarasie jest zamontowana kalimera, czyli kwadratowa sieć rozpostarta na drewnianych pałąkach służąca do połowu na podrywkę (zanurzenie i energiczne wyciągnięcie sieci).
Wioskę umiłowali sobie serbscy intelektualiści, którzy w czasie powojennego kryzysu lat 90. masowo wykupili działki nad Bojaną. Nikogo nie dziwią tam twarze aktorów znane z filmów Emira Kusturicy, niesione echem głośne rozmowy profesorskiej elity belgradzkich uniwersytetów czy dobiegający z tarasu obok stukot klawiszy maszyny do pisania, na której staromodny literat właśnie pisze książkę.

Na wyspę z Ulcinj dojedziesz, kierując się drogowskazem na Velika Plaža, a potem na Ada Bojana. Taksówka z Ulcinj dowiezie cię na miejsce za 10 euro. Minibus kosztuje 2–3 euro. Możesz też – jak ja – skorzystać z autostopu. To dzięki przyjęciu propozycji przemiłego Serba, który zgarnął mnie z pobocza na obrzeżach miasteczka Bar, trafiłam na wyspę.

Zapukaj do pierwszej lepszej chaty, a właściciel pomoże ci znaleźć pokój. Wszyscy znają tam angielski. Jeśli ty nie znasz, dogadasz się nawet po polsku. Im domek bliżej morza, tym drożej. Mój był czwarty od plaży i kosztował 10 euro za osobę. Dalej są nawet za 6 euro.

Na wyspie nie ma atrakcji jak w letnich kurortach. Nie znajdziesz głośnych barów i dyskotek. Nie ma wodnych skuterów ani jazdy na „bananie”. Jest szkoła surfingu, bo gwarantowany wiatr sprzyja uprawianiu sportów wodnych.

Zamiast barów z pizzą i hot dogami jest tu kilka kameralnych rybackich restauracji. I daję sobie (choć pewnie naiwnie) rękę uciąć, że lepszych ryb i innych owoców morza w Europie nie uświadczysz. A na pewno (i tu bez naiwności) nie w tak przystępnej cenie.

Rybie wyskoki
Specjalnością regionu jest grillowana ryba skakawica (nazwę zawdzięcza stylowi polowania na muszki, po które wyskakuje ponad taflę wody), bo grillowanie ryb to tutaj rytuał. Podczas pieczenia skakawicę głaszcze się gałązką rozmarynu maczaną w przyprawionej oliwie z oliwek. Często podaje się ją z owocami (gruszką, brzoskwinią) i szczególną odmianą szpinaku, czyli blitwą. A wszystko w oleistym sosie z czosnkiem i pietruszką. Za czterotalerzową wazę zupy rybnej, jakiej jeszcze nie jadłeś, zapłacisz 2 euro. Za półmisek nadziewanych kalmarów pod beszamelem – mniej niż 10. Zapomnij, że deser popijesz herbatą – tu parzy się rumianek i miętę.

Właściciele domków i restauracje serwują domowej roboty loze (albo lozavacˇe), czyli tutejszą rakiję z winogron. Popularne są też nalewki z pigwy, moreli, jabłek i ze śliwek. Do dobrego tonu należy delektowanie się trunkiem, a nie (jak w Polsce) picie na raz. Delektuj się też wyspą – nie biegnij po niej w turystycznym tempie, lecz zatrzymaj się na kilka dni z literatami, nagusami i żółwiami wokół.

Agata Jankowska
„Przekrój” 29/2010

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.