Strona główna > Cywilizacja > Społeczeństwo > Gwałceni dźwiękiem
21.10.2009
Gwałceni dźwiękiem

Olga Woźniak

Powiększ zdjęcie

ilustracja Rafał Szczepaniak/www.maks-zero.pl/r/

W tym dźwiękowym śmietniku wszystkie bodźce stają się jednakowo ważne, przez co zaczynamy odbierać świat niczym osoby cierpiące na ADHD. Mózgi takich ludzi (z przyczyn fizjologicznych) mają kłopot z selekcją bodźców. Nasze mózgi w akustycznym chaosie zaczynają działać podobnie. Stąd zaburzenia koncentracji, większa nerwowość.

Muzak to brud
Zagrożenie „zanieczyszczania hałasem” spostrzegł już w 1969 roku wybitny kompozytor Witold Lutosławski. Z jego inicjatywy Międzynarodowa Rada Muzyczna UNESCO przyjęła ustawę, w której między innymi „potępia niedopuszczalne pogwałcenie wolności osobistej i prawa każdego człowieka do ciszy przez nadużywanie nagranej i nadawanej w radiu muzyki w miejscach publicznych i prywatnych”.

Lata 60. to początek ekspansji tak zwanej muzyki tła, instrumentalnej papki rozbrzmiewającej w miejscach publicznych: hotelach, restauracjach, supermarketach, na lotniskach. Oprócz hałasów industrialnych sami zaczęliśmy fundować sobie akustyczny brud, wypełniając nisze ciszy ciągłym brzęczeniem głośników. Powstała nawet korporacja o nazwie Muzak Holdings, która zajęła się dystrybucją muzyki przeznaczonej do restauracji i hoteli (od jej nazwy taki rodzaj muzyki zaczęto nazywać muzakiem). W połowie lat 80. Muzak zaopatrywał w dźwiękowe tapety około 200 milionów odbiorców na całym uprzemysłowionym świecie.
W 1989 roku rockman Ted Nugent zaoferował 10 milionów dolarów na wykupienie korporacji tylko po to, by później puścić ją z torbami. Wtedy to się nie udało. Niedawno jednak do śmierci Muzak Holdings przyczynił się kryzys. 10 lutego 2009 roku ku uldze ekologów dźwięku firma ogłosiła bankructwo.

Czy zuboży to falę dźwięków atakujących co dzień nasze uszy? Wątpię. Z badań prowadzonych przez ekoakustyków wynika, że z roku na rok postępuje erozja naturalnych pejzaży dźwiękowych. Na świecie jest coraz więcej osób, które przez całe swoje życie nie doświadczą obcowania z ciszą.

– Nie ma miejsca na ziemi w stu procentach wolnego od hałasu produkowanego przez człowieka – stwierdza ponuro Gordon Hempton, słynny amerykański ekolog dźwięku. – W latach 80. w stanie Waszyngton było jeszcze blisko 20 miejsc, w których interwały ciszy wynosiły do 15 minut. Dziś są już tylko trzy takie przestrzenie. W amerykańskich parkach narodowych odgłosów natury niezakłóconych przez ludzkie dźwięki można posłuchać nie dłużej niż przez pięć minut – mówi Hempton.

Trudno więc się dziwić, że na świecie zaczął się ekologiczny ruch mający chronić naturalne pejzaże dźwiękowe. – Unia Europejska wydała dyrektywę dotyczącą hałasu, w której postuluje takie projektowanie przestrzeni publicznych, by uwzględniały one strefy ciszy – mówi doktor Sebastian Bernat z Zakładu Ochrony Środowiska Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. – Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że ekologia dźwięku zmierza do osiągnięcia ciszy doskonałej. Nie dążymy do eliminacji hałasu, bo to niemożliwe. Staramy się ten hałas oswoić. Zgiełk jest na przykład nieodłączną cechą miasta. To naturalny miejski pejzaż dźwiękowy. Co więcej, powstają społeczne inicjatywy, które służą dźwiękowej identyfikacji poszczególnych miast, na przykład projekt „Ulubiony dźwięk Pragi” prowadzony w stolicy naszych południowych sąsiadów. Swoje dźwięki zbierają też: Londyn, Chicago, Pekin, niemieckie miasta portowe. Jakiś czas temu powstała strona internetowa Sound Transit umożliwiająca odbycie wędrówki dźwiękowej po różnych miejscach świata. – Jest coraz więcej przedsięwzięć dotyczących edukacji dźwięku – mówi Bernat. Jako przykład przytacza program „Sonic Postcards” wprowadzony w Wielkiej Brytanii. Uczniowie szkół podstawowych wyszukują ciekawe pejzaże dźwiękowe, w Internecie tworzą z nich pocztówki i wymieniają się nimi z uczniami z innych szkół.

Miejsce muzyki

Jeśli ktoś chce doświadczyć podobnych działań w naturze, może w listopadzie wybrać się do austriackiego miasta Linz, które będzie realizować kampanię przeciw obecności hałasu i muzyki tła w przestrzeni publicznej.

– Idea Murraya Schafera ewoluuje – zgadza się doktor Losiak. – Trudno dziś myśleć o powrocie do idealnie krystalicznego pejzażu hi-lo, bo poza wybranymi obszarami, które należy chronić, to niemożliwe. Należy się raczej skupiać na odpowiedniości dźwięku i otoczenia. Nie puszczać w hałaśliwych i brudnych tramwajach – jak próbowały to niedawno robić władze Wrocławia – muzyki Mozarta, bo będzie ona tylko rozdrażniać ludzi. Należy tak tworzyć przestrzenie dźwiękowe, by dawały one ludziom możliwość poczucia tożsamości, charakteru danego miejsca.

Miejsca historyczne powinny rozbrzmiewać stukotem dorożek o bruk, kurantami, dzwonami. Przestrzenie związane z odpoczynkiem – szumem fontann i szelestem liści. A ryk silników? Powinien zajmować należne mu miejsce. Nawet dźwiękowy purysta Schafer zaprojektował kiedyś dźwięk elektrycznego samochodu, którego silnik nie brzmiał tak, jak powinien.
W końcu – jak mawiał Schafer – świat to symfonia. I czy tego chcemy, czy nie, dźwięki industrialne zajęły już miejsce w orkiestrze. Najważniejsze, by nie grały pierwszych skrzypiec.

Olga Woźniak
„Przekrój” 42/2009
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2009.10.24 02:08

"Szum z bezosobowego amalgamatu dźwięków..." amalgamat to stop metali, chyba chodziło o konglomerat...

nieznana
2009.10.23 00:53

he he dobre z tymi tramwajami we Wroclawiu:) pare lat temu cos podobnego bylo w Wilnie. jezdzily trolejbusy z zewnatrz naklejonymi portretami kompozytorow, ich nazwiskami i datami urodzin i smierci...

Wilno
2009.10.22 12:45

Bardzo sie ciesze, ze opublikowano taki artykul. Jakis czas temu opublikowano raport, z ktorego wynika, ze okolo 1/3 7-latkow ma problemy ze sluchem! Oznacza to nowe pokolenie gluchych i z...

Wszystkie