|
Naga prawda o ubraniach
Arkadiusz Bartosiak Jak często, kupując nową koszulę, zastanawiamy się, jakich chemikaliów użyto do jej wyprodukowania? Ile zarobiła osoba, która uszyła nasze ubranie? Jak jej się wiedzie w życiu i czy jest w stanie utrzymać się ze swojej pensji?
Na początku wypada ostrzec czytelników: próba znalezienia odpowiedzi na tych kilka prostych pytań może sprawić, że kupowanie nowych ubrań już nigdy nie będzie tak beztrosko przyjemne jak dotychczas.
Już dawno przestaliśmy kupować tylko to, co jest nam rzeczywiście potrzebne. Nałogowo marnujemy jedzenie. Marnujemy energię. Kupujemy nowe samochody. Jednak niekwestionowaną królową nadmiernej konsumpcji jest dzisiaj… moda. Postaram się sprawdzić, jaki jest prawdziwy koszt światowej obsesji na punkcie kupowania nowych ubrań. Wyzysk ludzi i śmiertelne pestycydy „Krew, pot i T-shirty” – tak zatytułowano serial BBC, który wywołał wielką dyskusję o etycznych aspektach funkcjonowania przemysłu odzieżowego i prawdziwej twarzy cheap fashion, czyli taniej mody. Sześcioro młodych Brytyjczyków uzależnionych od nieustannego kupowania ciuchów jedzie do Indii, aby przekonać się, jak powstają ubrania, które trafiają do londyńskich sklepów. Na miejscu uczą się szyć i pracują przy zbiorach bawełny. Praca okazuje się ponad ich siły. Pensja nie starcza na nic. A warunki życia – ich zdaniem – urągają człowieczeństwu. Łzy, które w tytule serialu zamieniono na T-shirty, stale towarzyszą brytyjskim 20-latkom. Najpierw są to łzy wściekłości, potem rozpaczy, wreszcie współczucia. Według danych BBC większość z blisko 20 milionów osób zatrudnionych w przemyśle odzieżowym zarabia średnio około 20 groszy za godzinę. Dlatego ich miesięczna pensja rzadko przekracza próg 60 złotych. W tym biznesie wszyscy mają grzechy na sumieniu. I nie chodzi tu jedynie o złe wynagradzanie robotników w Trzecim Świecie. W zeszłym roku dziennikarz „The Observer” ujawnił, że partię dziecięcych ubranek firmy GAP w niewolniczych warunkach szyły indyjskie dzieci. Irlandzki producent Primark został niedawno przyłapany na dokładnie tym samym procederze. Telewizja BBC pokazała, jak hinduskie dzieci ręcznie przyszywały cekiny do bluzek z logo Primark. Według danych ONZ w Indiach w ciężkich warunkach pracuje prawie 55 milionów dzieci poniżej 14. roku życia. Zdaniem cytowanego przez „The Observer” profesora Sheotaja Singha z fundacji pomagającej dzieciom ocalonym przed niewolniczą pracą ta sytuacja nieprędko się zmieni. Singh uważa, że dopóki na zachodnich rynkach będzie się sprzedawać po zaniżonych cenach produkty wytwarzane w Trzecim Świecie, dopóty pozbawieni wszelkich skrupułów lokalni podwykonawcy będą zmuszać do pracy nawet ośmiolatki. Ciemne oblicze przemysłu modowego to nie tylko niewolnicza praca najbiedniejszych tego świata. To także rosnące góry odzieżowych śmieci i olbrzymi problem środowiskowy. Chociaż uprawy bawełny zajmują zaledwie około 2,5 procent areałów rolnych na świecie, to pochłaniają ponad 20 procent globalnego zużycia środków owadobójczych. Wystarczy wylać na skórę dorosłego mężczyzny jedną łyżeczkę chemikaliów potrzebnych do wyprodukowania bawełnianej koszulki, aby go… zabić. Z danych BBC wynika, że każdego roku z powodu pracy przy uprawie bawełny umiera blisko 20 tysięcy osób. Ofiary to źle opłacani i pracujący bez ochraniaczy robotnicy, którzy śmiertelnie zatruwają się pestycydami. Jednak sama uprawa to dopiero początek wielkiego trucia. Aby zebraną bawełnę zamienić w koszulę, potrzeba całej serii procesów, takich jak mycie, wybielanie, farbowanie i drukowanie. W tym celu używa się aż ośmiu tysięcy różnych chemikaliów. Ponadto produkcja jednego T-shirtu pochłania prawie 20 litrów wody, a wraz z nią do środowiska wraca średnio 20 procent użytego do farbowania barwnika. W ten sposób rocznie do wód gruntowych przedostaje się od 40 do 50 tysięcy ton substancji, często żrących i rakotwórczych. Nawet gdy gotowa koszulka trafia wreszcie do rąk klienta, wcale nie kończy swojej trującej przygody. Kiedy bowiem ląduje na wysypisku, zawarte w niej chemikalia i tak niebawem przenikają do gleby. Tymczasem śmieciowe góry ubrań wciąż rosną i ros-ną. Bo co na przykład robią sprzedawcy ze stertami ciuchów, których nikt nie chciał kupić? Przecież nie oddają ich potrzebującym. To wymaga nazbyt dużej fatygi. Odzież, której nie uda się sprzedać, jest po prostu palona albo trafia wprost na wysypiska śmieci. Według BBC w Wielkiej Brytanii sprzedaje się około dwóch milionów ton nowej odzieży rocznie, z czego aż trzy czwarte wkrótce ląduje na wysypiskach. To oznacza, że każdy Brytyjczyk co roku wyrzuca aż 30 kilogramów niepotrzebnych ubrań. W Polsce daleko nam do takich wyników. Jednak nie mamy z czego się cieszyć, bo akurat w tej dziedzinie gonimy świat całkiem bezrefleksyjnie. Drożej nie znaczy etyczniej Kiedy w Nowym Jorku, Paryżu i Londynie największym hitem w środowiskach wyznaczających nowe trendy jest „etyczna moda”, u nas w najlepsze rozkręca się właśnie tania moda. Dlatego warto bliżej przyjrzeć się temu pierwszemu zjawisku. W największym skrócie chodzi o to, aby ubierać się w rzeczy zrobione z ekologicznych materiałów i uszyte przez godziwie opłaconych robotników. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę, czy w procesie produkcji nie ucierpiały zwierzęta i środowisko. Lepiej też kupić jedną dobrą rzecz niż za tę samą cenę kilka byle jakich. Świetną metodą jest także oddawanie lub zamienianie ubrań. Inaczej mówiąc: warto pomyś-leć dwa razy, zanim wyrzucimy niemodną koszulę na śmietnik. I jeszcze jedno – se-cond-hand z całą pewnością jest w ekologicznej modzie. Jak zwykle łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Bo jak na przykład odróżnić ekologiczny sweter od nieekologicznego? Niestety, proste kryterium ceny nie wystarcza. W praktyce często zdarza się, że ta sama fabryka w Chinach z dokładnie tych samych materiałów szyje dwie partie odzieży – droższą i tańszą. Takie są uroki globalizacji. Jak więc nie zabłądzić w tym gąszczu? Jest tylko jedna metoda – wnikliwa lektura metki. Nie wszystkie ubrania powstają w ten sam sposób. Na niektórych metkach zamiast napisu „100% cotton”, można znaleźć inny – „100% organic cotton”. Tak zwana bawełna organiczna to dzisiaj gorący towar, o który biją się odzieżowi giganci. Wystarczy powiedzieć, że w zeszłym roku światowa produkcja tego materiału wzrosła o 800 procent. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.09.18 02:01
- "Produkcja jednego T-shirtu pochłania prawie 20 litrów wody" - Autorowi gdzieś umknął cały szereg zer do tych litrów. - „100% organic cotton - tak zwana bawełna organiczna" - poprawnie... Wojtas
2008.09.15 22:15
Gdziesą skolpy w polsce gzie można znależ te odzież nie we wszystkich miasach są te sklepy a jak nawet są to tylko pojedycze rzeczy 2008.09.11 10:38
to są wlasnie uroki wspolczesnego swiata:| to jest tragedia. kiedys chodzilam po sklepach, ogladalam te TONY odziezy i zastanawialam sie co oni robia z ta niesprzedana czescia... teraz juz wiem.... agniecha
2008.09.11 09:22
Może wrescie nie będzie stoisk na dworcach z tania trujaca odzieżą ,drogie Panie nie ubierajcie siebie a tym bardziej biedne dzieci w te tanie trujace cuihcy !!!!!!!!!!!!! Zadaj pytanie – odpowiemy na nie
Koniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Zrób to. Sam 30.08.2010Więcej rysunków Marka Raczkowskiego tylko w „Przekroju”, numer 35/2010, na rynku od wtorku, 31 sierpnia 2010Marek Raczkowski Promocja„Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|