|
Śpiące umysły
Olga Woźniak Czy można porozmawiać z mózgiem? Naukowcy właśnie ogłosili, że tak. I to z takim, którym – jak się wydaje – nie kieruje żadna świadoma osoba
Nie było to dawno, dawno temu. ani za górami, ani za lasami (choć za jednym morzem). Nie brała w tym udziału zła królowa ani zatrute jabłko. Choć efekt był taki sam jak w bajce o śpiącej królewnie – młoda kobieta zasnęła na kilka lat. W świecie, w którym krasnoludki zajmują się komercyjną chałturą w produkcjach Disneya, a rycerzy na białych koniach zastępują lekarze w białych kitlach, taki sen nosi zupełnie nieromantyczną nazwę – stan wegetatywny.
Mądra kora Jego przyczyna też jest zupełnie niebajkowa – uszkodzenie mózgu. Na skutek urazu lub choroby (zawału, udaru) w plątaninie szarych komórek dochodzi do zmian, w wyniku których człowiek traci istotę swego człowieczeństwa: świadomość. Nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje z nim samym ani w jego otoczeniu. Ale jego ciało ma się zupełnie dobrze: może ruszać rękami, nogami, głową. Oczy otwierają się i wodzą przez chwilę za poruszającym się obiektem lub patrzą w stronę, z której dobiega hałas. Osoba w takim stanie jest wrażliwa na dotyk, czasem nawet potrafi drgnąć, gdy się do niej przemówi. Oddycha samodzielnie i wykonuje rozmaite czynności: płacze, uśmiecha się, chwyta innych za rękę, zgrzyta zębami. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie obecnej, ale żadne z tych zachowań nie jest celowe. Wszystko to bezwiedne odruchy, które sprawiają jednak, że bliscy takich ludzi nie potrafią uwierzyć w to, iż pod fasadą przytomności w zasadzie nikogo nie ma. Jak to możliwe? Ano tak, że za wszystkie odruchowe czynności odpowiada położona głęboko w mózgu struktura nazywana pniem. To w nim znajdują się ośrodki odpowiedzialne za utrzymanie funkcji życiowych: ośrodek oddychania, ośrodek regulujący pracę serca, ciśnienie tętnicze, temperaturę organizmu, metabolizm, ośrodki odruchowe wzroku i słuchu. Pień odpowiedzialny jest za zdolność do czuwania i stan przytomności. Zawiaduje także ssaniem, żuciem, połykaniem, wymiotowaniem, kasłaniem, mruganiem powiekami i wydzielaniem potu. Nie rządzi jednak myśleniem. Tę funkcję pełni leżąca na samym wierzchu mózgu pomarszczona, szara i brzydka kora mózgowa, zwłaszcza zaś jej część nazwana płatem czołowym. To tu – jak przypuszczają badacze – jest siedlisko naszej osobowości, systemu wartości, poczucia humoru i wolnej woli. Kora mózgowa połączona jest z innymi rejonami mózgu licznymi nerwowymi przewodami i trzyma w ryzach rozumu całe to odruchowe bezhołowie. Planuje, podejmuje decyzje, przewiduje konsekwencje działań. Wyobraźcie więc sobie teraz, co się dzieje, gdy z jakichś powodów przestaje działać lub traci kontakt z resztą mózgu. Niewygodni śpiący To właśnie przydarzyło się naszej śpiącej królewnie. I nie jest to odosobniony przypadek. Z takich jak ona w samej tylko Polsce można by stworzyć całkiem spore śpiące miasteczko – szacuje się bowiem, że w stanie wegetatywnym w naszym kraju znajduje się około 20 tysięcy osób. Ich dziwny status przytomnych nieobecnych jest dla lekarzy irytująco nieokreślony. Bo co zrobić z takimi pacjentami? Fizycznie często nic im nie dolega, mimo to nie można o nich powiedzieć, że są zdrowi. – W polskim systemie opieki zdrowotnej nie przewidziano dla nich miejsca – mówi „Przekrojowi” Janina Mirończuk, szefowa toruńskiej fundacji Światło prowadzącej zakład opiekuńczo-leczniczy dla pacjentów wegetatywnych. – W szpitalu nie mogą zostać. Bardziej niż leczenia potrzebują bowiem opieki. A zakłady opiekuńcze często nie są przystosowane do ich potrzeb. Są więc przewożeni do domów, gdzie zajmują się nimi krewni, często zmuszeni do rezygnacji z innych zajęć, z pracy. Trwają w nadziei, że ich bliscy w końcu się ockną, powrócą z głębi swego mózgu do rzeczywistego świata. Czy jest na to szansa? Jest, ale odwrotnie proporcjonalna do upływu czasu. Możliwość powrotu do zdrowia jest bliska zera, jeżeli po roku w stanie pacjenta nic się nie zmienia. O tym, co się dzieje w głowach takich ludzi, wiemy naprawdę niewiele. Jak mizerna jest nasza wiedza, pokazują przypadki przebudzeń chorych pozostających w stanie wegetatywnym nawet przez kilkanaście lat. Nagle coś w ich móz-gu zaskakuje, coś się przełącza, coś naprawia i świadomość zostaje uwolniona. Nie znaczy to, że wybudzeni żyją tak jak przed wypadkiem. Często są niesamodzielni, mają trudności z pamięcią, z mówieniem, ale wracają z martwych. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuZadaj pytanie – odpowiemy na nie
Koniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Zrób to. Sam 30.08.2010Więcej rysunków Marka Raczkowskiego tylko w „Przekroju”, numer 35/2010, na rynku od wtorku, 31 sierpnia 2010Marek Raczkowski Promocja„Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|