Strona główna > Cywilizacja > Nauka > Śpiące umysły
25.02.2010
Śpiące umysły

Olga Woźniak

Czy można porozmawiać z mózgiem? Naukowcy właśnie ogłosili, że tak. I to z takim, którym – jak się wydaje – nie kieruje żadna świadoma osoba

Powiększ zdjęcie

ilustracja Marta Gliwińska
Nie było to dawno, dawno temu. ani za górami, ani za lasami (choć za jednym morzem). Nie brała w tym udziału zła królowa ani zatrute jabłko. Choć efekt był taki sam jak w bajce o śpiącej królewnie – młoda kobieta zasnęła na kilka lat. W świecie, w którym krasnoludki zajmują się komercyjną chałturą w produkcjach Disneya, a rycerzy na białych koniach zastępują lekarze w białych kitlach, taki sen nosi zupełnie nieromantyczną nazwę – stan wegetatywny.

Mądra kora
Jego przyczyna też jest zupełnie niebajkowa – uszkodzenie mózgu. Na skutek urazu lub choroby (zawału, udaru) w plątaninie szarych komórek dochodzi do zmian, w wyniku których człowiek traci istotę swego człowieczeństwa: świadomość. Nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje z nim samym ani w jego otoczeniu. Ale jego ciało ma się zupełnie dobrze: może ruszać rękami, nogami, głową. Oczy otwierają się i wodzą przez chwilę za poruszającym się obiektem lub patrzą w stronę, z której dobiega hałas.

Osoba w takim stanie jest wrażliwa na dotyk, czasem nawet potrafi drgnąć, gdy się do niej przemówi. Oddycha samodzielnie i wykonuje rozmaite czynności: płacze, uśmiecha się, chwyta innych za rękę, zgrzyta zębami. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie obecnej, ale żadne z tych zachowań nie jest celowe. Wszystko to bezwiedne odruchy, które sprawiają jednak, że bliscy takich ludzi nie potrafią uwierzyć w to, iż pod fasadą przytomności w zasadzie nikogo nie ma. Jak to możliwe?

Ano tak, że za wszystkie odruchowe czynności odpowiada położona głęboko w mózgu struktura nazywana pniem. To w nim znajdują się ośrodki odpowiedzialne za utrzymanie funkcji życiowych: ośrodek oddychania, ośrodek regulujący pracę serca, ciśnienie tętnicze, temperaturę organizmu, metabolizm, ośrodki odruchowe wzroku i słuchu. Pień odpowiedzialny jest za zdolność do czuwania i stan przytomności. Zawiaduje także ssaniem, żuciem, połykaniem, wymiotowaniem, kasłaniem, mruganiem powiekami i wydzielaniem potu. Nie rządzi jednak myśleniem.

Tę funkcję pełni leżąca na samym wierzchu mózgu pomarszczona, szara i brzydka kora mózgowa, zwłaszcza zaś jej część nazwana płatem czołowym. To tu – jak przypuszczają badacze – jest siedlisko naszej osobowości, systemu wartości, poczucia humoru i wolnej woli.

Kora mózgowa połączona jest z innymi rejonami mózgu licznymi nerwowymi przewodami i trzyma w ryzach rozumu całe to odruchowe bezhołowie. Planuje, podejmuje decyzje, przewiduje konsekwencje działań. Wyobraźcie więc sobie teraz, co się dzieje, gdy z jakichś powodów przestaje działać lub traci kontakt z resztą mózgu.

Niewygodni śpiący
To właśnie przydarzyło się naszej śpiącej królewnie. I nie jest to odosobniony przypadek. Z takich jak ona w samej tylko Polsce można by stworzyć całkiem spore śpiące miasteczko – szacuje się bowiem, że w stanie wegetatywnym w naszym kraju znajduje się około 20 tysięcy osób. Ich dziwny status przytomnych nieobecnych jest dla lekarzy irytująco nieokreślony. Bo co zrobić z takimi pacjentami? Fizycznie często nic im nie dolega, mimo to nie można o nich powiedzieć, że są zdrowi. – W polskim systemie opieki zdrowotnej nie przewidziano dla nich miejsca – mówi „Przekrojowi” Janina Mirończuk, szefowa toruńskiej fundacji Światło prowadzącej zakład opiekuńczo-leczniczy dla pacjentów wegetatywnych. – W szpitalu nie mogą zostać. Bardziej niż leczenia potrzebują bowiem opieki. A zakłady opiekuńcze często nie są przystosowane do ich potrzeb.

Są więc przewożeni do domów, gdzie zajmują się nimi krewni, często zmuszeni do rezygnacji z innych zajęć, z pracy. Trwają w nadziei, że ich bliscy w końcu się ockną, powrócą z głębi swego mózgu do rzeczywistego świata. Czy jest na to szansa? Jest, ale odwrotnie proporcjonalna do upływu czasu. Możliwość powrotu do zdrowia jest bliska zera, jeżeli po roku w stanie pacjenta nic się nie zmienia.

O tym, co się dzieje w głowach takich ludzi, wiemy naprawdę niewiele. Jak mizerna jest nasza wiedza,
pokazują przypadki przebudzeń chorych pozostających w stanie wegetatywnym nawet przez kilkanaście lat. Nagle coś w ich móz-gu zaskakuje, coś się przełącza, coś naprawia i świadomość zostaje uwolniona. Nie znaczy to, że wybudzeni żyją tak jak przed wypadkiem. Często są niesamodzielni, mają trudności z pamięcią, z mówieniem, ale wracają z martwych.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Wszystkie