Strona główna > Cywilizacja > Nauka > Szczepić się czy nie?
25.10.2007
Szczepić się czy nie?

Piotr Kossobudzki

Zaszczepił się i zachorował – to częsty argument przeciwników szczepień. Szczepionki oskarża się o obniżanie naturalnej odporności, potworne skutki uboczne, powikłania. Ile w tym prawdy, a ile informacyjnego szumu? No i co w końcu robić: szczepić się czy nie?

Wystarczy pobieżna lektura internetowego forum, na którym dyskutują rodzice, albo posłuchanie ich rozmów w poczekalni do lekarza, a człowiek głupieje. „Szczepionki szkodzą, mają groźne skutki uboczne”, „Należy szczepić tylko to, co obowiązkowe”, „W ogóle nie należy szczepić” – wydaje się, że każde szczepienie jest jak skok na głęboką wodę. Dane są mętne, sprzeczne i wprowadzają w głowie spory chaos. Może się udać, ale możemy też narazić siebie albo dziecko (!) na poważną chorobę. W co wierzyć?


Zaszczepił się i zachorował
Jednym z poważniejszych (a rzadko komentowanych) skutków ubocznych jest konieczność wbicia w rękę potwornej, błyszczącej i spiczastej igły. Spytajcie znajomej pielęgniarki o siłę oddziaływania takiego widoku, zwłaszcza na mężczyzn... Poza tym po prawidłowo przeprowadzonym szczepieniu rzeczywiście mogą się pojawić krótkotrwała gorączka, zaczerwienienie, miejscowy ból i gorsze samopoczucie. Czy to wysoka cena za ochronę przed chorobami, które mogą prowadzić do inwalidztwa lub śmierci? Reszta zarzutów to najczęściej efekt nieporozumień, pokutujących od dawna mitów, danych sprzed kilkudziesięciu lat, a czasem świadomego wprowadzania ludzi w błąd.


Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przeciw szczepieniom jest zdanie: „Zaszczepił się, a i tak zachorował”. Albo w wersji ostrzejszej: „Zachorował dlatego, że się szczepił”. Ten drugi zarzut był prawdziwy, ale... w starożytnych Chinach. Próbowano tam ratować ludzi przed ospą, „szczepiąc ich” sproszkowanymi strupami wcieranymi do nosa. To obrzydliwe, wiem, ale na ospę umierał wówczas co czwarty zarażony, a śmiertelne powikłania po tej „praszczepionce” wynosiły tylko 2,5 procent. Uznano więc, że warto ryzykować.
Gdy w 1796 roku Edward Jenner zaczął szczepić Europejczyków przeciw ospie, na tę chorobę zapadało blisko 60 procent ludności, a 20 procent żegnało się przez nią z życiem. Więc choć dziesiątki osób zachorowały pewnie po szczepionce Jennera, a część także zmarła, to jego szczepionka z wirusa ospy krowiej uratowała miliony istnień. Choroby i zgony zdarzały się także w połowie ubiegłego wieku, na wczesnych etapach prac nad szczepionkami przeciw polio. Zwłaszcza gdy używano do nich pełnowartościowego, tylko osłabionego wirusa. Dziś podobne wypadki zdarzają się niezwykle rzadko – w 2001 roku doniesiono o sześciu zgonach wywołanych podaniem szczepionki przeciwko żółtej febrze. Okazało się, że u wirusów użytych do produkcji szczepionki doszło do mutacji, dzięki której odzyskały swe chorobotwórcze właściwości. Eksperci z amerykańskiego Centrum Kontroli Chorób (CDC) utrzymali jednak zalecenia, by szczepić przeciw żółtej febrze w Ameryce Południowej i w Afryce. Zażądano jedynie analizy (i w razie potrzeby zmiany) sposobu unieszkodliwiania wirusa w strzykawkach.

Znacznie częściej zdarza się, że pacjent skarży się na nieskuteczność szczepionki. To klasyczny zarzut wobec szczepienia przeciw grypie. Problem w tym, że jeśli mimo szczepienia zaczynamy kaszleć, pociągać nosem i gorączkować, to najpewniej złapaliśmy przeziębienie – powodowane przez zupełnie inne wirusy! Trzeba pamiętać, że żadna szczepionka nie zabezpiecza przed całym złem świata, a jedynie przed konkretnym zarazkiem, który znalazł się w jej składzie. Mało tego – zazwyczaj chroni przed konkretnymi szczepami (odmianami) danego wirusa lub bakterii. Stąd na przykład konieczność powtarzania zabezpieczeń przed grypą. Co roku naukowcy ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) analizują raporty z różnych krajów i typują, który szczep wirusa może być w danym sezonie największym zagrożeniem. I przeciw niemu szykuje się szczepionkę na dany rok. Jeśli więc mamy wyjątkowego pecha, po zaszczepieniu możemy zostać trafieni przez odmianę wirusa, która nie czytała rozporządzeń WHO.


Autyzm zamiast świnki
Czasem zdarza się również, że człowiek nie zareaguje prawidłowo na szczepionkę. Może ona być nieprawidłowo podana, pacjent może być w tym czasie chory lub brać leki osłabiające skuteczność zabiegu. Albo po prostu jego układ odpornościowy może nie zareagować na szczepienie tak jak organizmy większości ludzi. W takim (rzadkim na szczęście) przypadku pacjent nie będzie chroniony lub będzie chroniony słabiej. Dlatego skuteczność niektórych szczepień sprawdza się, mierząc liczbę przeciwciał wytwarzanych przez organizm, a zabezpieczających przed daną chorobą.
Szczepieniom zarzuca- się, że za-miast chronić, prowadzą do innych chorób. Klasycznym przykładem było doniesienie- sprzed dziewięciu- lat. Na łamach renomowanego- pisma „Lancet” zespół naukowców ogłosił, że szczepionka MMR (odra, świnka, różyczka) może zwiększać ryzyko chorób jelit i autyzmu. Autorzy późniejszych analiz sugerowali, że winna może być jedna z substancji konse-rwujących szczepionki – timerosal. Media oczywiście nagłośniły tak ważne dla dzieci i ich rodziców odkrycie. I zaczęła się masowa histeria.

Utonęły w niej zupełnie protesty środowiska naukowego kwestionujące poprawność badań przedstawionych w piśmie „Lancet”. Zniknęło nawet dementi autorstwa brytyjskich naukowców. Lęk i niedowierzanie rodziców pozostały. Tymczasem praca zespołu Andrew Wakefielda była wyjątkowo marna: przebadano małą liczbę dzieci, nie zbadano grupy kontrolnej, wyciągnięto pochopne wnioski. Autorzy bez wiarygodnych dowodów powiązali moment podawania szczepionki MMR (13.–15. miesiąc życia) z faktem, że mniej więcej w tym czasie można zdiagnozować wczesne objawy autyzmu.

Sprawa odbija się czkawką do tej pory – jeszcze w 2004 roku doktor Anthony Fauci, szef Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych, musiał zeznawać przed Kongresem, wyjaśniając kulisy całej sprawy. Podobne niepotwierdzone doniesienia o groźnych skutkach ubocznych przyczyniły się do powstania ruchu przeciwników szczepień. Powołują się oni na rozliczne argumenty naukowe, opinie autorytetów czy wreszcie prawo do wolności wyboru. Nikt nie będzie ich zmuszał do jakichkolwiek szczepień. W USA można na przykład odmówić zgody na szczepienie ze względów religijnych lub światopoglądowych. Przedstawiciele ruchu wyzwolenia od szczepionek publikują przerażające raporty ujawniające kulisy globalnego spisku, w ramach którego ukrywa się mroczną prawdę o szczepionkach. Skorumpowane rządy wciskają je nieświadomym chorym w imię nabijania kabzy koncernom farmaceutycznym. Przynajmniej jedna z takich publikacji ukazała się także w Polsce, a jej fragmenty straszą na forach internetowych dla rodziców.

1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2009.11.04 13:31

powiedz to setkom rodziców, którzy opisują swoje przypadki po szczepieniach. Sam znam człowieka, którego dziecko zmarło po szczepionce...

2008.09.25 21:40

nIE PRZEKONAŁEŚ MNIE DO SZCZEPIEŃ, BO NIE PISZESZ O ICH SKUTKACH UBOCZNYCH - JESTEŚ NIESZCZERY

Wszystkie